poniedziałek, 14 maja 2018

Spóźniony szal

Po ciepłym marcu nadeszło niespodziewane zlodowacenie na początku kwietnia. Wykończyło mi wiele roślin w ogrodzie, które radośnie puściły się ku marcowemu słonku, by ulec brutalnej sile kwietniowego mrozu. Wobec takiego powrotu zimy poczułam chęć na coś ciepłego i energetycznego na drutach.
Z zasobów wygrzebałam tęczową Alize Angora Gold, która choć dość podła w składzie (80 % akryl, 10 % mohair, 10 % wełna), jest bardzo miła w dotyku i nie skrzypi akrylowo. 


Potrzebowałam czegoś do noszenia na co dzień, bez wielkiego namaszczenia, do częstego prania i bez konieczności każdorazowego blokowania.
Wzór to Whiffle Bird , bardzo przyjemny w dzierganiu i pasujący do włóczki.


Tylko że zanim skończyłam fala mrozów ustąpiła i nadeszła wiosna.



Ale nic to, jesień już prawie blisko :)




poniedziałek, 8 stycznia 2018

Czapki dwie - Midara Wool Jazz

Mam wielkie szczęście, że całkiem lubię podgryzającą wełną.😁 W rozsądnych granicach, oczywiście.  Nie nosiłabym góralskich swetrów na gołe ciało (choć podobno jest to genialna w swej prostocie metoda na poprawienie krążenia, stosowana przez wiele osób przy początkach przeziębienia), ale lekko podrapująca czapka mi nie przeszkadza. Dzięki temu mogę bez ograniczeń dziergać z przecudownych, rustykalnych drapiących i sypiących kłoskami polnych traw włóczek litewskich i estońskich.

Jako że zima znów odpuściła, ale jednak bez czapki w styczniu chodzić nieobyczajnie,
wydziergałam sobie na szydełku przewiewną czapkę z Midary Wool Jazz.


Model z jakiejś zamierzchłej Diany, ma ciasno przylegający otok wokół uszu (mimo że nie ściągacz, to trzyma się dobrze) i ażurową górę. Wydziergana z porządnej wełny świetnie się sprawdza w taką dziwną, ciepłą zimę - uszy osłonięte, w czubek nie grzeje, a dobra wełna trzyma ciepło po całości.



Spotkana na spacerze przyjaciółka zachwyciła się zarówno wzorem jak i pięknym melanżowym przebarwianiem się włóczki, w jeden wieczór wydziergałam jej więc identyczną czapkę, tylko w błękitach (jak to dobrze kupić od razu więcej włóczki, w różnych kolorach 😊)


Uważam Wool Jazz za jedną z fajniejszych włóczek, z jakich ostatnio dziergałam. Po praniu zdecydowanie mięknie ( nadal zachowuje pazur, ale nosi się naprawdę bezboleśnie), a odcienie w motku są przepiękne.

 I od razu widać - błękity są zdecydowanie ciekawsze.



środa, 6 grudnia 2017

Zanim nadejdą (prawdziwe) chłody

Zima w tym roku zwlekała. Niby już w październiku trochę przymroziło, ale ostatecznie do końca listopada było w miarę ciepło. Przyniesiony ze strychowego leża wór ciepłych czap, podwójnych szaliszcz i grubych rękawic poniewierał się w kącie przez miesiąc, bo było na nie zwyczajnie za ciepło.
W takich okolicznościach przyrody sprawdzają się półśrodki – mitenki, wszelkie „ogrzewacze” (nadgarstków, kolan), getry...
W tym roku jesień przechodziłam w dwóch nowych parach mitenek:






Wzór : Sky Rim

Bardzo szybkie w dzierganiu, idealny pomysł na prezent last minute

Drugie, cieplejsze, urzekają mięciutką falbanką.


Wzór: Dryad Fingerless Mitts



A kostki zabezpieczyłam krótkimi getrami







Ale teraz przyszłe już prawdziwe mrozy i czas wyciągnąć grubszą amunicję. 
A na drutach kolejne skarpetki /czapki na świąteczne prezenty!

środa, 1 listopada 2017

Skarpetki, czyli wpis nostalgiczny





Robiąc porządki w folderach znalazłam zdjęcie pierwszych wydzierganych własnoręcznie skarpetek.
Od dwudziestu lat dziergam. Mając lat naście potrafiłam robić skomplikowane wzory wrabiane i warkocze. A pierwsze skarpetki wydziergałam dopiero dwa lata temu.
A wszystko to dlatego, że przeżyłam niemal trzy dekady święcie wierząc w jeden z dziewiarskich mitów - ten, że dzierganie skarpet to umiejętność niedostępna profanom, a już w ogóle dzierganie pięty porównywane być może jedynie do pilotowania boeinga. 

Ale że lubię zmierzać się z rozmaitymi wyzwaniami i przekraczać własne ograniczenia, postanowiłam opanować tę skomplikowaną czynność, dostępną jedynie wtajemniczonym dziewiarkom. Jak po wiedzę, to do Intensywnej, więc powyższe dwie pary wydziergałam wraz z jej tutorialem: http://intensywniekreatywna.blogspot.com/2013/01/razempetki-prolog.html.
Pierwsza para (te malutkie) powstały w jeden wieczór, a ja ciagle zastanawiałam się, gdzie jest haczyk. Bo to przecież banalnie proste jest, nawet ta nieszczęsna pięta... 

Popełniłam potem jeszcze kilka par tę samą techniką (kształtowanie pięty rzędami skróconymi), potem zrobiłam jeszcze jedną parę z bardziej skomplikowaną konstrukcją pięty, także dzięki tutorialowi Intensywnej - http://www.intensywniekreatywna.pl/mgliste-skarpetki-wpis-aktualizowany -  a potem to już poszło. Gdy mamy dobrze rozpisany wzór, dzierganie skarpetek nie różni się niczym od dziergania szalika, po prostu idzie się za opisem, bo każdy opis jest po prostu sekwencją prawych, lewych, a także dodawanych i zamykanych oczek. Przy dzierganiu metodą magic loop odpada nam też uciążliwość manipulowania pięcioma drutami i ciągłe łapanie wysuwających się drutów.

Jeśli więc nigdy nie dziergałyście skarpet, to czas obalić mit Nieosiągalnej Pięty - to naprawdę nie jest tak trudne, jak się powszechnie wydaje.

piątek, 22 września 2017

Kolorowe lato

Lato jakoś samo w sobie sprzyja kolorom, radości i słonecznemu kiczowi. I dlatego latem wyrabiam zazwyczaj te włóczki, które kupiłam w jakimś szalonym widzie i przez resztę roku zastanawiam się, co mnie w momencie zakupu napadło.

Dzisiaj pokażę Wam kilka moich ostatnich udziergów spod znaku lata – bawełny w dzikich kolorach, jakieś kiczowate przędze syntetyczne, ogólnie – wakacyjny luz i radość.
  1. Ośmiorniczki



Ośmiorniczki robią ostatnio furorę. Najpierw były dziergane dla wcześniaków (skręcone macki przypominają im pępowinę), potem przyjęły się także jako prezenty dla nowo narodzonych bejbiąt jak najbardziej donoszonych.
Pierwszą ośmiorniczkę, w stonowanych, marynarskich kolorach, wydziergałam dla nowo narodzonego synka przyjaciół. Nie zdążyłam zrobić zdjęcia, wyprałam i wysłałam w świat. Jak dotarła, pięcioletnia siostra obdarowanego wyprosiła drugą – dla siebie. No i jak dziergałam drugą, to moje własne dziecko zrobiło do mnie oczy kota ze Szreka. Trudno-darmo, zabrałam się za trzecią.
Obie ośmiorniczki z bawełny, różowa to jakiś merceryzowany no-name z SH, wściekły, neonowy miks to Alize Coitton Gold.

Model: Preemie octopus

  1. Apaszka


Energetyczna chustka na szyję w kolorze intensywnie lazurowym. Nie jest to kolor służący mojej karnacji, ale w lecie, przy opalonej twarzy, pozwalam sobie na taki kolorystyczny samobój.
Dodatkowym atutem jest niezwykłą miękkość bawełny. Jak nie lubię merceryzowanych śliskości, i rzadko w ogóle dziergam z bawełny, to May Baumwollegarn zachwyciła mnie przyjemnością dziergania i noszenia.
Model: Sunburnt
  1. Prezentowa czapka dla kilkumiesięcznego malucha.






Kolejne odstępstwo od ustalonych zwyczajów – czapka z akrylu. Nie znoszę dziergać z akrylu, ale w przypadku dzianin dla dzieci, zwłaszcza cudzych, jest to najbezpieczniejsze rozwiązanie. Nie ryzykujemy, że z miłością dziergany prezent uczuli malucha albo zostanie skurczony w beztroskim praniu.
Model: projekt własny

  1. Absolutny hit tego lata – bluzeczka z frędzelkami.


Poliestrowa włóczka Ivy wygląda jak zrobiona z zafarbowanej agrowłókniny, a połączyłam ją z jakąś polską merceryzowaną bawełną, która od bodaj 7 lat poniewiera mi się w zasobach, dawno już utraciwszy banderolkę. Obawiam się, że te frędzelki powycierają i powydzierają się bardzo szybko, ale co tam, to nie jest udzierg przeznaczony na długie noszenie.
Model: Ponownie Ruffled

V. Bawełniane skarpetki – jako że skarpetek nigdy dość.




Model:http: Hovineito

czwartek, 27 lipca 2017

Jedwabna opowieść

W zeszłym roku zrobiłam mojej siostrze na urodziny szal Pleat Up. Połączyłam trzy nitki – merceryzowaną bawełnę Dropsa, bambus Alize i cieniutką merino z allegro, żeby nieco przełamać śliskość obu włóczek. Dzianina wyszła lejąca ale sprężysta, a sam model, dzięki kształtowi i zakładkom, przepięknie układał się na ramionach. Szal został przyjęty entuzjastycznie, noszony chętnie, ale niestety, jakaś kanalia bezczelnie ukradła go mojej siostrze w galerii handlowej. Zawsze mówiłam, że przybytki konsumpcji to ZUO. Jakby komuś potrzeba było dowodów, to proszę.

Na kolejne urodziny postanowiłam wydziergać drugi Pleat Up. Tym razem z jedwabiu, żeby zobaczyć, jak ten model będzie się prezentować wykonany z cieńszej i miększej włóczki. Szukałam grubszego jedwabiu w cenie nie wywołującej zawału i takiż znalazłam w Zeberce (http://sklep-zeberka.pl/).



Zdecydowałam się połączyć dwie nitki - lśniący jedwab morwowy i  kosmaty szantung.



Gładki jedwab morwowy (Mulberry) złagodził trochę „buklowatość” szantungu i razem dały bardzo ciekawy efekt.


Już przy robieniu nie mogłam się nadziwić, że tak duża połać dzianiny może być tak lekka. Nic dziwnego, że jedwabne szale są tak chętnie brane przez dziewiarki-globtroterki do samolotu J.


Po skończeniu wrzuciłam do gara i zafarbowałam na grafitowy kolor. 


Spiesząc się bardzo, bo noc była już zaawansowana, a prezent miał zostać wręczony nazajutrz, odpuściłam szukanie w piwnicy dużego gara i zafarbowałam w największym, jaki miałam w kuchni.


Jak to w takich sytuacjach bywa, gar okazał się za mały, nie mogłam dobrze przekładać dzianiny i wyszły smugi. Ale nic to, szal nabrał dzięki temu nieco dekadenckiego charakteru, z pogranicza stylu postapokaliptycznego ;). 




Razem z szalem zafarbowałam chwost.


Zastanawiałam się nad zrobieniem stosownej pętelki, żeby sis mogła zaczepiać ją o guzik płaszcza, jak się będzie znów wybierać w jakieś podejrzane miejsca, ale ostatecznie odpuściłam ;). Niech pilnuje – jak i ten straci, do końca życia dostawać będzie ode mnie wyłącznie skarpety. Na szelkach.

Szala nie blokowałam - po przepraniu i strzepnięciu rozwiesiłam go tylko, bo oczka wyciągnęły się same.
 Na szal zużyłam około 500 metrów włóczki, czyli połowę ze sprzędzionego motka. Teraz zrobię coś dla siebie. Takie połączenie dwóch nitek okazało się najbardziej ekonomicznych rozwiązaniem, a szal miał ciekawą fakturę. 


W porównaniu do poprzedniego, jest jednak dużo miększy i bardziej się nadaje do owijania wokół szyi niż do noszenia na płaszcz. Kolejny szal z tej przędzy zrobię jednak mniejszymi drutami, bo 4mm okazały się ciut za grube. To znaczy – wyszło ok., ale ja wolę bardziej mięsiste dzianiny, kolejną chustę z tego jedwabiu zrobię ściślejszymi oczkami.


poniedziałek, 26 czerwca 2017

Ruffled, ale nie ruffled



Jakoś nigdy nie miałam przekonania do okrągłych karczków – niestety, w przypadku damy o hm… tradycyjnej budowie ciała, koncentryczny kształt rozchodzący się od linii dekoltu nieodmiennie sprawia wrażenie piątego podbródka. Tudzież biustu wyrastającego prosto z szyi.

Odrzucałam więc en masse wszystkie wzory, które w opisie miały „circular yoke”.
Poszukując jednak wzoru na prosty bezrękawnik dla córki (jak dotąd wszystkie bezrękawniki robiłam w formie reglanu, żeby nic nie zszywać, ale nie chciało mi się odpalać tabelki samoliczącej Intensywnie Kreatywnej i szukałam gotowca), trafiłam na Ruffled summer top:

Wzór  mnie zachwycił, a okrągły karczek okazuje się bardzo wdzięcznym rozwiązaniem w dzianinach dla dzieci – żadne buły pod pachami i nad/pod biustem się nie tworzą.


Postanowiłam jednak zmodyfikować wykończenie. Jako że wszelkie ozdobniki, falbanki i fikuśne wykończenie są tym, co najszybciej się „starzeje”, a ja lubię modele ponadczasowe i nie ulegające zniemodnieniu, falbanki przy rękawach i na dole zastąpiłam zwykłym ściągaczem.



Bezrękawnik zrobiłam z włóczki pozyskanej z jakiegoś lumpkowego szalika, ciekawego w kolorystyce, bezbrzeżnie nudnego w sekwencji szerokich pasków. Zmieniałam kolor co kilka rzędów, a uznanie strony lewej za prawą dodatkowo podkreśliło sekwencję paseczków .



W ogóle często wybieram oczka lewe jako stronę prawą – lubię ten „tkany” efekt, jaki dają lewe oczka, zwłaszcza przy wielokolorowych włóczkach.


Na dole oczywiście filcowa metka osobista właścicielki J