wtorek, 2 maja 2017

O praniu wełny, czyli nie taka pralka straszna, jak się wydaje

Kocham dzianinę i noszę ją w dzień powszechny i świąteczny. W swetrach dłubię w ogrodzie, zbieram grzyby i bawię się z dziećmi. Moje dzieci również chodzą w sweterkach na co dzień.  Nie cyngolimy się, że się ubrudzą albo skulkują. Kupiłam dobrą golarkę do swetrów, a lata prób i błędów zaowocowały sprawnym systemem prania dzianiny.  I tu dochodzę do wyznania tytułowego – większość moich swetrów piorę w pralce. Uszyma duszy mojej słyszę już okrzyki zgrozy wydobywające się z dziewiarskich piersi, ale wierzcie mi – nie chodzimy w sfilcowanych ścierach.
Oczywiście – organiczne kaszmiry z uduchowionych kóz, ręcznie czesanych przy wtórze cytry o pierwszym blasku jutrzenki  prałabym tylko ręcznie. Ale nie miewam takowych, więc nie piorę. Moje swetry i akcesoria są zazwyczaj ze średniej i dobrej  jakości wełny, wełny z minimalnym dodatkiem akrylu, bawełny i alpaki. Sweterki dzieci to w większości bawełna, natomiast te cieplejsze to zazwyczaj akryl z wełną 50/50. 

Gdy mowa o praniu swetrów, jak mantra powtarzane jest przekonanie, że pralka nieodwołalnie sfilcuje wełnę, nawet przy praniu w 30 stopniach. Ileż to razy słyszałam, że komuś się coś sfilcowało, „a przecież prał programem do delikatnych”. No właśnie. Program do tkanin delikatnych TO NIE JEST program do wełny!!! W całym procesie nie chodzi bowiem o temperaturę prania – przecież wełnę można nawet gotować! Każdy, kto farbował wełnę „w garze” wie, że przędza bulgocze sobie radośnie w barwniku i nic jej zazwyczaj nie jest (no, chyba że niecierpliwa farbiarka nie wytrzyma i za wcześnie wyciągnie wełnę do dalszej obróbki ;) ). Filcowanie wełny następuje  w momencie, gdy wełna poddana jest nagłej zmianie temperatury, i co ważne - różnica tych temperatur nie musi być wcale taka duża. Więc nawet 30 stopni w niewłaściwym programie (lub przy praniu ręcznym) może nam wełnę sfilcować, jeśli do płukania użyta zostanie zimna woda. Bo pozornie program do prania wełny niczym się nie różni od programu do prania tkanin delikatnych – niskie temperatury, krótszy cały cykl, mniej obrotów przy wirowaniu – stąd wiele osób traktuje je wymiennie. A tymczasem różnica jest zasadnicza – w programie do prania wełny woda do płukania podgrzewana jest do takiej samej temperatury, jak woda prania. W programie do delikatnych (w niemieckich pralkach określanym zwykle jako program do jedwabiu) nie ma tej opcji, więc płukanie odbywa się jak w pozostałych programach – w wodzie zimnej. I stąd te skutki.
Nie jest oczywiście tak, że wszystko jak leci piorę w pralce. Nie oszukujmy się, pranie, nawet w programie do wełny i specjalistycznych detergentach, nie służy dzianinie. Więc kiedy mogę, traktuję moje dzianiny ulgowo. Ale niestety, sweterkom noszonym przez dzieci nie wystarczy ugniatanie w Eucalanie, tu już trzeba wytoczyć mocniejsze działa. Moja wielka czwórka do konserwacji dzianiny wygląda więc tak:

1.       Eucalan. Każda dziewiarka zna – superwydajny, kanadyjski eliksir do pielęgnacji dzianiny. Namaczam w nim udziergi prosto z drutów, żeby wyrównać oczka, szybko przepieram chusty, czapki i ogólnie - dzianinę wymagającą tylko lekkiego odświeżenia.
2.       Szampon dla dzieci. Wełna to bądź co bądź sierść, więc do prania większych zabrudzeń można użyć łagodnego szamponu dla dzieci – nie jest tak silny, jak detergent, ale tym samym łagodniej obchodzi się z dzianiną niż środek typowo piorący. Ja od lat stosuję Bambi. Piorę w nim ręcznie lekko zabrudzone swetry, którym odświeżenie w Eucalanie nie wystarczy, ale też zapieram nim plamy na swetrach wrzucanych do pralki.
3.       Którykolwiek z popularnych środków do prania wełny. Perła, Perwoll, Coral… Sweterki dzieci, moje swetry „robocze” – wszystko, co wymaga solidnego wyprania w pralce.
4.       Ocet. Płukanie – zawsze, gdy piorę dzianinę szamponem lub detergentem do wełny. Konserwuje kolor, zamyka łuski wełny. Przy praniu w pralce wlewam 2 łyżki do zasobnika na płyn do płukania, przy praniu ręcznym – dodaję do ostatniego płukania, w proporcji  1 łyżkę octu na miskę wody (oczywiście nie dotyczy to prania w Eucalanie, do którego nie stosuje się już żadnych innych środków). Do prania wełny nigdy nie stosuję płynu do płukania – wnika pod łuski, „rozpulchnia” wełnę i niepotrzebnie ją osłabia.

Pranie wełny jest trochę bardziej uciążliwe, niż pranie przemysłowych dzianin, ale nie ma co demonizować – większość zwykłych, codziennych udziergów można prać w pralce, jeśli zachowa się minimum ostrożności przy wyborze programu i środków do prania. Nośmy wełnę na co dzień i nie bójmy się jej normalnie użytkować.
A jeśli już zdarzy się nam filcowa katastrofa (np. jakaś rękawiczka zabłąkana w rękawie), to polecam sposób Anki – Skakanki na „odfilcowanie”:  http://ankikankankiskakanki.blogspot.com/2012/04/odfilcowana-tunika.html To naprawdę działa!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz